|
Domy dziecka istnieją w polskiej rzeczywistości
od dawna. Niejednokrotnie losy dziejowe
naszego kraju przyczyniały się do ich
powstania , rozwoju ale także i
upadku. Lata międzywojenne oraz
lata wojny, gdzie rodziny były dziesiątkowane a dzieci pozostawione samym sobie
tłumaczyły konieczność powstania takich instytucji. I jakoś tak z rozmachu
pozostało tak do dziś.
Owszem, możemy
uskarżać się na miniony ustrój socjalistyczny, który przyczynił się do ich
„rozkwitu” ale także musimy pamiętać, że to w owych czasach nasze uczelnie
wyższe zaczęły kształcić i do dziś wykształciły ogromne rzesze specjalistów z
zakresu opieki, wychowania oraz zawodów im pokrewnych. Od tego czasu możemy
mówić o posiadaniu w naszym kraju wykwalifikowanej kadry pedagogicznej, której
zadaniem była opieka i właściwe wychowanie młodego polaka zdolnego po wyjściu z instytucji o charakterze
opiekuńczo-wychowawczym do samodzielnego życia w społeczeństwie. Nie możemy też
przemilczeć ostatnich lat w naszej wolnej ojczyźnie i tzw. euro sieroctwa. Miliony młodych polaków posiadający własne
potomstwo po wstąpieniu naszego kraju do wspólnoty państw europejskich wyemigrowało w poszukiwaniu chleba pozostawiając swoje rodziny samym sobie. Dzieci wychowywane
w niepełnych rodzinach po raz kolejny zasiliły kurczące się domy dziecka. Natomiast
rodziny zastępcze, w których pokładano
nadzieję na uzdrowienie systemu opieki i wychowania wtedy, tak jak i dziś zajęły
w tym temacie marginalne miejsce. Ich
sytuacja od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia do dnia dzisiejszego tylko
nieznacznie się poprawiła.
Domy dziecka istnieją w polskiej rzeczywistości
od dawna. Niejednokrotnie losy dziejowe
naszego kraju przyczyniały się do ich
powstania , rozwoju ale także i
upadku. Lata międzywojenne oraz
lata wojny, gdzie rodziny były dziesiątkowane a dzieci pozostawione samym sobie
tłumaczyły konieczność powstania takich instytucji. I jakoś tak z rozmachu
pozostało tak do dziś. Owszem, możemy
uskarżać się na miniony ustrój socjalistyczny, który przyczynił się do ich
„rozkwitu” ale także musimy pamiętać, że to w owych czasach nasze uczelnie
wyższe zaczęły kształcić i do dziś wykształciły ogromne rzesze specjalistów z
zakresu opieki, wychowania oraz zawodów im pokrewnych. Od tego czasu możemy
mówić o posiadaniu w naszym kraju wykwalifikowanej kadry pedagogicznej, której
zadaniem była opieka i właściwe wychowanie młodego polaka zdolnego po wyjściu z instytucji o charakterze
opiekuńczo-wychowawczym do samodzielnego życia w społeczeństwie. Nie możemy też
przemilczeć ostatnich lat w naszej wolnej ojczyźnie i tzw. euro sieroctwa. Miliony młodych polaków posiadający własne
potomstwo po wstąpieniu naszego kraju do wspólnoty państw europejskich wyemigrowało w poszukiwaniu chleba pozostawiając swoje rodziny samym sobie. Dzieci wychowywane
w niepełnych rodzinach po raz kolejny zasiliły kurczące się domy dziecka. Natomiast
rodziny zastępcze, w których pokładano
nadzieję na uzdrowienie systemu opieki i wychowania wtedy, tak jak i dziś zajęły
w tym temacie marginalne miejsce. Ich
sytuacja od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia do dnia dzisiejszego tylko
nieznacznie się poprawiła.
Ale wróćmy do domów dziecka, które w ostatnich czasach uległy daleko idącej
transformacji chociażby w związku z
dochodzeniem naszego kraju- członka Unii Europejskiej - do europejskich standardów
w zakresie opieki i wychowania. W tej
kwestii w ostatnich kilku latach
zmieniło się wiele, choć jak wiemy termin dojścia do tychże standardów został
przesunięty do 2010 r. ze względu na trudności ekonomiczne oraz ogólnoświatowy
kryzys finansowy.
Domy Dziecka w dzisiejszej Polsce to
domy bardziej humanitarne, bardziej kameralne i lepiej wyposażone. To domy
materialnie lepiej przygotowane i bardziej nastawione na wychowanie w
systemie rodzinkowym.
Ale lepsze i nowocześniejsze
wyposażenie domów to nie wszystko. Restrukturyzacja swoim zasięgiem powinna obejmować także materiał ludzki. A bywa często tak, że
tego nie czyni. Człowiek wykształcony, choćby i specjalista często „zapętla”
się w swoim zachowaniu i nie jest w stanie zmienić swoich zawodowych nawyków.
Zatem nie ma co się dziwić, że postępuje tak samo jak kiedyś, że tak samo
wykonuje swoje obowiązki i równie podobny ma pogląd na sprawy opieki i
wychowania jak kiedyś.
W dalszym ciągu w tego typu
placówkach panuje moda na wyręczanie młodego człowieka w jego podstawowych
obowiązkach. Młody człowiek nie gotuje, nie przygotowuje sobie posiłków, nie
zmywa po sobie, nie sprząta swojego domu, nie wykonuje prac ogólnie użytecznych
dla swojego środowiska. Powszechna komercjalizacja na wzór hotelowej wciąż
dominuje w tego typu placówkach.
Stołówkowe żywienie dzieci z całym arsenałem kucharek, zaopatrzeniowców,
intendentów z okienka, dalekie jest tego
naturalnego, bo domowemu. Cały arsenał sprzątaczek, konserwatorów, kierowców,
pracowników pionu administracyjnego, praczek skutecznie odgradza młodego
człowieka od choćby znikomego wysiłku fizycznego. „ Przecież nie będziemy
wyręczać dorosłych w ich własnej pracy za którą otrzymują comiesięczne
wynagrodzenie” – mawiają starsi wychowankowie i odchodzą do swoich pokoi. - „Naszym
obowiązkiem jest nauka” – dodają.
Nie dziwi nikogo fakt przekadrowania instytucji. Przecież w
dobie nadzwyczaj dużego bezrobocia chroni się miejsca pracy a związki zawodowe
do upadłego walczą o utrzymanie każdego stanowiska pracy dla swoich członków.
- Przecież niepolityczne jest „posyłanie na bruk” ludzi,
którzy nam zaufali – mówimy.
W ostatnich latach państwo polskie położyło większy nacisk na rozwój opieki społecznej a ta
pracując w terenie z rodzinami
zagrożonymi patologią społeczną przyczyniła się do zmniejszenia napływu
kolejnych młodocianych podopiecznych do placówek opieki całodobowej. W
międzyczasie powstało wiele świetlic socjoterapeutycznych i różnego rodzaju młodzieżowych klubów
środowiskowych mających za zadanie wspierać młodego człowieka w jego naturalnym
środowisku na zasadzie wsparcia dziennego.
Wydaje się
zatem, ze cały szkopuł obecnych problemów domów dziecka opiera się na braku ich
plastyczności w ideowym i administracyjnym przeobrażaniu się. Potrzeba jest
nowocześnie zarządzających dyrektorów otwartych na szybkie zmiany społeczno-polityczne. Potrzeba jest
zarządców kreatywnych, którzy poprzez przebranżowienie stanowisk pracy dadzą swoim podwładnym sensowną pracę i
godziwą płacę. Pracę, która nie wyręcza wychowanka w jego codziennym poznawaniu
świata, lecz zdopinguje go i zmobilizuje do wspólnego
działania. Możliwym jest także aby oba piony każdej placówki: pedagogiczny i
administracyjny pracując wg określonych wytycznych dały szanse młodemu
człowiekowi zaistnieć „tu i teraz” bez obawy o wzajemne się wyręczanie. Ale aby
to było możliwym konieczna jest zgoda obu stron pracujących na dobro dziecka.
Kolejnym krokiem powinno być organizowanie grup
usamodzielnień – dla młodzieży starszej i grup autonomicznych dla wychowanków
pełnoletnich pobierających naukę, w których wraz z rosnącym wiekiem wychowanków
nakładać się na nich będzie coraz więcej obowiązków wynikających z samoobsługi i samo egzystencji.
Nauczyciel-wychowawca w takiej grupie powinien ograniczyć się do częściowej
obecności, do nadzoru i rozliczania wychowanka z jego dokonań zgodnie z metodą:
„stawiania zadań” oraz dawania mu wsparcia w sytuacjach kryzysowych. Taki model ma już swoje początki w polskich
domach dziecka. Jako nowy napotyka na wiele przeszkód i trudności łącznie z
brakiem przychylności ze strony pedagogów z dłuższym stażem pracy. Mieszkania
chronione to ostatni etap na drodze w usamodzielnianiu się wychowanków.
Nauczyciel –wychowawca to wychowawca doglądający swoich dorosłych podopiecznych
od czasu do czasu, nadzorujący comiesięcznie rozliczanie się z ich opłat i
wyników w szkole czy pracy. Sensownym
byłoby aby okres pobytu wychowanka w takim mieszkaniu nie przekraczał okresu
trzech lat.
Jan Daszkiewicz
Dorota Jegorow
|